Moje wejście na Olimp – czyli jedna góra, trzy zawały
Olimp – mityczna góra Bogów
Olimp, najwyższy zbiór szczytów Grecji. Miejsce pełne magii, mitów i wyzwań. W starożytności wierzono, że jest siedzibą bogów greckich. Do dzisiaj uważa się, że kapryśne i zmienne warunki atmosferyczne na szlaku, są boską zasługą, mającą utrudnić zdobycie śmiałkom góry.
Najwyższy szczyt masywu górskiego, Mitikas, wznosi się na 2918 metrów, oferując zapierające dech w piersiach widoki. Co prawda najpierw funduje atak serca i ścisk zwieraczy, ale koniec końców warto!
Początek przygody
Jak to w życiu bywa, początek wędrówki rozpoczęłam z ogromnym entuzjazmem, choć już od pierwszego kroku wiedziałam, że czeka mnie prawdziwe wyzwanie. Na szlak wyruszyłam z przekonaniem, że fizycznie jestem gotowa – lata treningów siłowych, funkcjonalnych i wydolnościowych przygotowały moje ciało na takie wyzwania.
Pierwsze etapy wędrówki były nieco nudny, mozolny, ale jeszcze przyjemny. Ostre powietrze, przepiękne widoki, pusty szlak i poczucie jedności z naturą sprawiały, że każdy krok dawał satysfakcję. Każdy kilometr był dla mnie przypomnieniem, że warto trenować – dzięki przygotowaniu czułam, że fizycznie radzę sobie dość dobrze.
Pierwsze trudności – jak zwykle wiatr w oczy
Pierwszą trudnością – prócz niszczącego nogi początkowego podejścia stokiem narciarskim – był potworny wiatr. Zimny, przeszywający – im wyżej, tym gorzej. W pewnym momencie miotało mną na prawo i lewo. Jakby bogowie za wszelką cenę chcieli mnie strącić w przepaść 🙂 Przydała się jednak siła mięśni, stabilizacja i przede wszystkim odpowiedni ubiór!
Weryfikacja siły mentalnej
W miarę jak szlak stawał się coraz bardziej stromy i wymagający, pojawiły się pierwsze chwile zwątpienia. Lęk wysokości, przestrzenie, które wydawały się bezkresne, oraz świadomość, że każdy błąd może być groźny, zaczęły dawać o sobie znać. Zmęczenie również dawało się we znaki. Na domiar złego, gdy już myślałam, że dotarliśmy do celu, okazało się, że dopiero teraz zaczyna się zdobywanie szczytu.
Byłam gotowa zrezygnować.
Kulminacja emocji – ostatnie metry na szczyt
Ostatni odcinek trasy był najtrudniejszy. Strome podejścia, skały wymagające precyzji i walka z własnymi myślami. Mój lęk wysokości kazał mi się cofnąć, co chwilę próbował mnie dopaść atak paniki.
-Już mi wystarczy, już nie chcę – wymamrotałam łamiącym głosem w stronę partnera.
-Jesteś pewna? Nie będziesz żałować? – odpowiedział.
Oczywiście, że żałowałabym i musiała tam wrócić po raz kolejny.
Wytarłam nos, doprowadziłam się do pionu i ruszyłam ku górze.
Wiatr wiał coraz mocniej, momentami trzeba było przyklejać się do skał, ale dzięki temu, że moje ciało było dobrze przygotowane, mogłam skupić się na przełamywaniu barier w głowie, a nie na braku sił.
Na szczycie – triumf nad sobą
Gdy stanęłam na szczycie Mitikas, poczułam coś, czego nie da się opisać słowami – dumę, ulgę i wdzięczność. Wokół roztaczał się widok, który wynagradzał każdy trud, każdą chwilę zwątpienia. Wiedziałam, że to nie tylko wejście na Olimp, ale również na szczyt moich możliwości.
Czy było warto?
Wejście na Olimp to coś więcej niż tylko wędrówka. To lekcja pokory, wytrwałości i dowód na to, że regularne treningi czynią nasze ciała i umysły zdolnymi do podejmowania wyzwań, które kiedyś wydawały się niemożliwe.
Jeśli marzysz o podobnej przygodzie, nie bój się przygotowań – inwestuj w swoje ciało i umysł, bo nagroda na szczycie jest warta każdego wysiłku!
512 084 342
info@trener-ola.pl
Sprawdź jak dojechać