Jesz za mało
I nie mam na myśli, że „jesz za mało, dlatego nie chudniesz”. Jeśli nie chudniesz, to jesz za dużo.
Co łączy ludzi bez efektów?
Moich podopiecznych mogłabym podzielić na dwie grupy.
Grupa 1: to osoby, które uważają, że jedzą mało i nie chudną.
Grupa 2: to osoby, które uważają, że jedzą za dużo i stoją w miejscu.
Co łączy te dwie grupy poza nie słuchaniem mnie?
Brak realnej, konkretnej i matematyczno-logicznej analizy oraz poleganie na subiektywnych odczuciach, które w przypadku osób niedoświadczonych bywają zgubne.
Dwie strony barykady
Jedni mówią:
„Przecież ja prawie nic nie jem”.
Drudzy twierdzą:
„W ogóle nie jestem głodny, więc mogę jeszcze obciąć”.
I jedni, i drudzy często opierają swoją dietę nie na danych, tylko o wrażenia. A wrażenia nie są jednostką miary.
„Jem mało” jest słabo policzalne
To, że komuś wydaje się, że je mało, nie oznacza jeszcze, że jest w deficycie.
Dla jednej osoby „mało” to 1600 kcal.
Dla innej „mało” to 2400 kcal.
A dla jeszcze innej „mało” to cały dzień sałatek i cappuccino, po którym wieczorem wpadają „drobiazgi”, których już nikt nie liczy.
Organizm nie reaguje na zdanie: „wydaje mi się, że jem mało”.
Organizm reaguje na bilans energetyczny.
Mamusie oszukasz, tatusia oszukasz…
…Ale trenera nie oszukasz.
Jeśli masa ciała nie spada przez dłuższy czas, to problemem nie jest magia, insulina, jeden owoc za dużo ani to, że ciało „weszło w tryb głodówki i trzyma tłuszcz”.
Problemem jest to, że nie masz realnego deficytu. Adaptacje metaboliczne istnieją, ale nie anulują praw fizyki.
I tutaj kończy się historia pierwszej grupy.
Ale druga grupa jest dla mnie ciekawsza.
Dodatkowo sama do niej należę.
„Nie jestem głodny, więc nie zjem”
To są osoby, które teoretycznie „robią wszystko dobrze”.
Waga spada.
Jedzenie jest czyste.
Plan jest dopięty.
Trener Ola zadowolona 🙂
A później okazuje się, że osoba ta je po 1000cal i ma się z tym dobrze (do czasu).
Bo: „Skoro nie jestem głodna, to nie będę dojadać. Nawet lepiej.”
I tu zaczyna się problem.
Nie oszukujesz trenera. Oszukujesz siebie.
Bo brak głodu nie zawsze oznacza, że organizm jest nasycony, najedzony i ma wszystko to, co najlepsze do zachowania siły i zdrowia.
Maskowanie głodu może być spowodowane tym, że:
- Jesteś pod wpływem stresu.
- Pijesz dużo kofeiny.
- Jesz bardzo objętościowo.
- Jesteś tak zajęty, że nie czujesz sygnałów z ciała.
- Twój trening przejściowo tłumi apetyt.
- Organizm już trochę przyzwyczaił się do restrykcji.
Niby fajnie, ale tak nie do końca.
Niby wyglądasz lepiej, a w środku się rozpadasz.
Czasami prawidłowe pytanie nie brzmi: „czy jestem głodny?”
Prawidłowe pytanie brzmi: „czy mój organizm ma z czego żyć i trenować?”
Na redukcji nie masz jeść jak najmniej.
Na redukcji masz jeść na tyle mało, by tracić tłuszcz, ale jednocześnie na tyle dużo, by utrzymać mięśnie, trening, regenerację i normalne funkcjonowanie.
Konsekwencje niedojadania
Co może wydarzyć się, gdy przegniesz z ograniczaniem jedzenia?
- Spadnie jakość treningu.
- Obniży się spontaniczna aktywność ruchowa.
- Będzie mniej energii.
- Ciało zacznie oszczędzać tam, gdzie może (np. na libido)
- Trudniej będzie utrzymać masę mięśniową.
Kiepska perspektywa w zamian za 6-pak.
Czy aktualna ilość jedzenia wspiera mój cel, czy już zaczyna mi przeszkadzać?
Kluczem jest indywidualne podejście.
Są dwie opcje.
Opcja pierwsza.
Nie jesteś szczególnie głodny, ale:
- Masa ciała spada.
- Obwody idą w dobrą stronę.
- Trening jest dobry.
- Masz siłę.
- Śpisz dobrze.
- Nie „siadasz” psychicznie i fizycznie.
Wtedy nie ma sensu wciskać jedzenia na siłę tylko po to, żeby „dobić kalorie”. Sam brak głodu nie jest problemem. Organizm może po prostu dobrze tolerować umiarkowany deficyt.
Opcja, której nie chcemy
Opcja druga:
Nie jesteś głodny, ale:
- Spada Ci siła.
- Trening jest coraz gorszy.
- Regeneracja siada.
- Jesteś wiecznie zmęczony.
- Przestajesz mieć ochotę się ruszać poza treningiem.
- Jest Ci cały czas zimno.
- Fifolek nie chce stawać (bo w sumie po co).
- Sylwetka nie wygląda lepiej mimo restrykcji.
Kiepska pespektywa.
Analizuj
Zamiast na opierać całą redukcję na niekonkretnym parametrze „braku głodu”, patrz na:
- Trening (jakiej są jakości w porównaniu do tych z początku redukcji?)
- Sen i regenerację (czy Twój sen się pogorszył? A może jesteś senny cały czas, ale się nie wysypiasz?)
- Poziom energii (czy czujesz, że jesteś energiczny czy wręcz przeciwnie, jedziesz na hamulcu ręcznym?)
- Ilość kroków i ruchu poza treningiem (czy chęć do ruchu jest większa czy mniejsza?)
- Jak poziom Twojego libido? (bardziej kręci Cię Twoja partnerka czy magazynujesz energię na trening?)
„To mam dojadać czy nie?”
Nie dojadaj na siłę tylko dlatego, że ktoś w internecie mówi, że przez niedojadanie rozpadnie Ci się życie sekusalne.
Ale też nie tnij dalej jedzenia bezsensownie, tylko dlatego, że nie czujesz głodu i chcesz mieć jak najszybciej efekty.
Jeśli wszystko działa, to tego nie ruszaj.
Jeśli masz jakieś objawy z listy powyżej – podniesienie kalorii do rozsądniejszego poziomu może być mądrzejsze niż dalsze „zaciskanie pasa”.
Bo brak głodu nie jest dowodem, że jesteś w dobrym miejscu.
Tak samo jak poczucie, że jesz mało, nie jest dowodem, że jesteś w deficycie.
Jeśli chcesz przestać błądzić i w końcu działać skutecznie”
To jestem trenerem dla Ciebie.
Jestem trenerem, który pomoże Ci to wszystko poukładać i ubrać w ramy procesu.
Ci ludzie wykorzystali swój potencjał i moją wiedzę na 100% Sprawdź ich metamorfozy.
512 084 342
info@trener-ola.pl
Sprawdź jak dojechać