Jak nie wrócić z urlopu bardziej zmęczonym, niż przed wyjazdem?

Wyjazd miał być odpoczynkiem, a wracasz z niego zmęczony, rozregulowany i bez energii?
To problem, który bardzo często widzę u moich podopiecznych.
Weekend, urlop, wakacje, a po powrocie poczucie, że „wszystko się rozjechało”.

Ten artykuł nie jest o idealnej diecie. Nie jest też o tym, że na wyjeździe nie wolno zjeść nic „luźniejszego”. To mój sposób na to, jak podróżować tak, żeby wracać z energią, nie tylko z ładnymi zdjęciami.

Krok pierwszy: Przygotowanie przed podróżą

Kto ze sobą nosi, ten nikogo nie prosi.

Przygotowanie jedzenia przed wyjazdem to przede wszystkim:

  • Oszczędność czasu w podróży.

  • Ograniczenie podejmowania decyzji w trakcie zmęczenia.

  • Uniknięcie przypadkowego, najczęściej słabego jakościowo jedzenia.

Zmęczony i głodny człowiek nie wygra walki z hot dogiem na stacji.

Dlatego ja podejmuję decyzję wcześniej.
Pakuję jedzenie, napoje, przekąski.
Jestem zabezpieczona.

Przygotowanie to wolność od przypadkowych wyborów.

 

Krok drugi: Postoje na stacji, które dodają energii

A nie zmulają na resztę trasy.

Postój na stacji benzynowej to tankowanie auta, kawa i pierwszy (wcześniej przygotowany) posiłek.
Nie hot-dog, chipsy, żelki czy inne szybkie przekąski.

Czy jedzenie na stacji jest złe? Nie.

Ale pytanie brzmi: jak chcesz się czuć za kilka godzin?

Ja wiem, że chcę czuć się lekko i przytomnie.
Dlatego jedzenie mam swoje. Przygotowane wcześniej.

Dzięki temu nie podejmuję decyzji pod wpływem:

  • Głodu

  • Zmęczenia

  • Zapachu ciepłych bułek

To nie jest rygor. To świadomy wybór.

Krok trzeci: Zaplanowane przekąski

W trasie bardzo często jemy  z automatu, z nudy, „bo jest pod ręką”. Nie ma, co z tym walczyć. Często chrupanie pomaga kierowcy nie przysypiać w trakcie dłużącej się trasy.

Ja mam zaplanowane przekąski: Sery jako źródło białka, wafle ryżowe, owoce niskowęglowodanowe, batony proteinowe, małe marcheweczki itp.

Oczywiście lepiej nie jeść pomiędzy głównymi posiłkami, ale nie oszukujmy się. Lepiej zapakować swoje przekąski, niż później na stacji zaopatrzyć się w chipsy, paluszki czy słone orzeszki.

Krok czwarty: Wybór restauracji przed wyjazdem

Jeszcze przed wyjazdem sprawdzam restauracje w miejscowości, gdzie będę spędzać urlop.

Nie po to, żeby szukać „fit opcji”.
Tylko po to, żeby nie skończyć w pierwszym lepszym fast foodzie, kiedy poziom głodu jest już krytyczny, a szukanie knajpy na bieżąco staje się powodem do nerwów.

Zaznaczam na mapie Googla miejsca, w których wiem, że zjem coś wartościowego; ryby, mięsa, owoce morza, sałatki.

Planowanie to nie ograniczenie.
To zdejmowanie presji.

Krok piąty: Zakupy po przyjeździe

Po przybyciu na miejsce robię drobne zakupy. Asortyment różni się w zależności od tego czy melduję się w hotelu czy apartamencie  

Jeśli jest to hotel z dostępnymi śniadaniami, kupuję głównie rzeczy, które posłużą jako uzupełnienie białka i będą bazą pod „desery”, których nie jadamy „na mieście”.
W sklepię biorę wtedy jogurty wysokobiałkowe, owoce, orzechy i napoje bez cukru.

Jeśli jest to apartament zaopatruję się również w rzeczy na śniadanie.
W sklepię biorę wtedy jajka, sery, warzywa.

Podstawą jest woda i napoje zero w obydwu przypadkach.

Krok szósty: Bez rygoru

Na wyjeździe jem normalnie. Już dawno przestałam liczyć obsesyjnie kalorii. Nie unikam wszystkiego, ale wybieram to, co wspiera moje samopoczucie. Dla mnie dieta to nie redukcja. To regulacja energii.

Nie odmawiam sobie lokalnych przyjemności, ale stanowią one DODATEK.

Posiłek zaczynam zawsze od zjedzenia warzyw, białka, węglowodanów i tłuszczu. Gdy mam jeszcze miejsce i ochotę na coś bardziej przetworzonego, to jem to.

Nie boję się kalorii.
Boję się złego samopoczucia po złej jakości kaloriach. 

Krok siódmy: Aktywność

Poranek zawsze staram się zacząć aktywnie. Jeszcze przed śniadaniem idę na spacer, hotelową siłownię lub biegam.

Nie dla spalenia kalorii.
Dla lepszego samopoczucia, dla rozruszania się, dla zachowania ciągłości treningowej. Dzięki temu nie wracam do domu z myślą, że muszę „Zaczynać od nowa”.

Krok ósmy: Śniadanie w hotelu

Jeśli jest możliwość, to zawsze wykupujemy śniadanie.

Bufet daje wybór. A wybór daje balans. Nie muszę jeść wszystkiego, ale mogę. Tak jak opisałam wyżej. Niczego sobie nie odmawiam.

Dobre śniadanie pomaga mi zacząć dobrze dzień. Najedzona po wyjściu z hotelu nie muszę szukać od razu restauracji, by napchać się (najczęściej) przetworzonym jedzeniem.

To są moje sposoby na utrzymanie dobrego samopoczucia i formy na wyjeździe

  • Przygotowanie.
  • Kilka decyzji podjętych wcześniej.

  • Świadomość, jak chcę się czuć.

Bo prawdziwy luksus wyjazdu to wrócić:

  • Z energią.

  • Z dobrym nastrojem.

  • Bez potrzeby „naprawiania” siebie po urlopie.